Historia

The Bombers and the Bombed autorstwa Richarda Overy'ego - Historia


zrecenzował Marc Schulman

The Bombers and the Bombed to doskonały przegląd kampanii bombardowania Europy podczas II wojny światowej. Chociaż w ciągu ostatnich 60 lat napisano wiele doskonałych książek o kampaniach powietrznych II wojny światowej, żadna z nich nie przedstawia tak doskonałego przeglądu kampanii. Wiele książek, które czytałem przez lata, miało tendencję do analizowania konkretnych elementów kampanii, ale żadna nie przedstawiała szerokiego przeglądu, jaki przedstawia ta książka,

Rozpoczyna ją winieta opowiadająca o niemal straconej historii II wojny światowej, brytyjskich bombardowaniach Bułgarii pod koniec wojny. Ta kampania bombardowania, której cel był polityczny, pokazuje zarówno skuteczność, jak i ograniczenia kampanii bombowych. Książka przedstawia bardzo dokładną historię rozwoju najpierw brytyjskiego Bomber Command, a następnie amerykańskiego Eight Bomber Command.

Jednym z najmocniejszych punktów, jakie wyłania się z tej książki, jest przekonanie osób odpowiedzialnych za bombowiec strategiczny, że ich wysiłki mogą być decydujące i jak bardzo się mylili. Jednym z najbardziej interesujących faktów, na który zwraca się uwagę, jest to, że brytyjski dowódca lotnictwa zdawał sobie sprawę, że niemieckie bombardowanie Wielkiej Brytanii służyło jedynie wzmocnieniu brytyjskiej determinacji, a mimo to byli pewni, że będzie to miało odwrotny skutek na naród niemiecki.

Wiele się zmieniło od II wojny światowej, a dzisiejsze inteligentne bomby przezwyciężają jedną z głównych niepowodzeń bombardowań strategicznych podczas II wojny światowej – jego niedokładność. Jednak The Bomber and the Bombed służy jako ostrzeżenie dla wszystkich, którzy wierzą, że sama kampania powietrzna może wygrać wojny.

Dla każdego, kto szuka przeglądu kampanii lotniczej w Europie - bardzo polecam tę książkę

?Wyślij komentarze do [email protected]



Opcje strony

Kilka tygodni przed końcem drugiej wojny światowej Winston Churchill sporządził memorandum dla brytyjskich szefów sztabów:

„Wydaje mi się, że nadszedł moment, w którym sprawa bombardowania niemieckich miast tylko w celu zwiększenia terroru, choć pod innymi pretekstami, powinna zostać zrewidowana. Zniszczenie Drezna pozostaje poważnym pytaniem przeciwko przeprowadzaniu alianckich bombardowań”.

Jak naród tak dumny ze swoich wysokich standardów moralnych mógł zrzucać bomby na kobiety i dzieci?

Ponad pół wieku później kampania bombardowań strategicznych nadal dręczy sumienie narodu. Niektórzy historycy posuwają się nawet do sugestii, że przez bombardowanie miast Brytyjczycy „zeszli do poziomu wroga” (John Keegan). To oczywiście przesada. Bombardowanie Drezna nie może się równać z okropnościami Auschwitz.

Wielu uważało, że Niemcy zasłużyli na zbieranie żniwa, które zasiali. Jednak polityka Bomber Command, polegająca na atakowaniu obszarów mieszkalnych, wyraźnie przeczyła przedwojennemu oświadczeniu Chamberlaina w parlamencie, że „wbrew prawu międzynarodowemu bombardowanie ludności cywilnej jako takiej i celowe ataki na ludność cywilną”. Jak naród tak dumny ze swoich wysokich standardów moralnych mógł zrzucać bomby na kobiety i dzieci?

Historia brytyjskiej kampanii bombardowania podczas II wojny światowej pokazuje nam, jak łatwo wojna może podważyć standardy moralne. W pierwszych miesiącach wojny Bomber Command chciało uniknąć ryzyka zabicia cywilów i ograniczyło się do zrzucania ulotek i ataków na cele morskie. Ale po Dunkierce ciężkie bombowce pozostały jedynym środkiem, za pomocą którego Wielka Brytania mogła walczyć z nazistami w Europie kontynentalnej.


Bolesne wspomnienia weteranów Lancaster Bomber: „Postrzegano nas, jakbyśmy byli mordercami”

Russell „Rusty” Waughman ma 98 lat i określa się jako „zwykły facet”. Urodzony w hrabstwie Durham w 1923 roku, był biednym dzieckiem, które w pewnym momencie było przykute do wózka inwalidzkiego z powodu gruźlicy. Przez 27 lat pracował dla firmy opakowaniowej w pobliżu Kettering i nadal mieszka w domu, który kupił za „1650 funtów ze wszystkimi dodatkami” w 1956 roku.

Ale przez okres siedmiu miesięcy w 1943 i 1944 zamieszkiwał równoległy wszechświat jako pilot i szyper Avro Lancaster, czterosilnikowego bombowca, który przeszedł ostatnie próby przedprodukcyjne 80 lat temu tego lata. Później stał się symbolem Dowództwa Bombowego RAF i jego nocnych operacji nad Niemcami.

Waughman, zdobywca DFC (Distinguished Flying Cross) i Legii Honorowej, wykonał 30 operacji i raz bezpiecznie doprowadził swój uszkodzony samolot do Lincolnshire po zderzeniu w powietrzu z innym Lancasterem nad Belgią.

Jest jednym z 38 weteranów (z Australii, Kanady, Jamajki i Nowej Zelandii, a także Wielkiej Brytanii), z którymi przeprowadzono wywiady na potrzeby nowego filmu dokumentalnego o Lancasterach, który jest obecnie w produkcji i ma ukazać się na początku przyszłego roku.

Lancaster zawiera rzadko oglądane archiwalne filmy i spektakularne nagranie z powietrza przedstawiające jedyny ocalały w Wielkiej Brytanii zdatny do lotu Lancaster, z lotu Pamięci Bitwy o Anglię. Ale jego sercem są zeznania ludzi, którzy latali samolotem w czasie wojny. Poprzedni dokument filmowców, Choleryk, była stosunkowo optymistyczną opowieścią o kultowych myśliwcach, które wygrały Bitwę o Anglię w 1940 roku i bohaterskich „niewielu”, którzy nimi latali. Lancaster, mówi Anthony Palmer, który współreżyseruje film z Davidem Fairheadem, „to znacznie mroczniejsza historia i znacznie większa historia”.

Dzieje się tak, ponieważ kampania bombardowania niemieckich miast pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych akcji alianckich w czasie II wojny światowej. Ludzie, którzy zrzucili bomby, żyli z piętnem, którego nie musiała nosić żadna inna służba wojenna. Jak ujął to w filmie jeden z weteranów, który przeprowadził 77 operacji, „Jeżeli wspomniałeś [po wojnie], że byłeś w Dowództwie Bombowców, traktowano cię jak mordercę”.

Po niemieckim Blitzkriegu w latach 1940-41 na Londyn, Coventry i inne brytyjskie miasta, w których zginęło 43 000 cywilów, Wielka Brytania prowadziła politykę „obszaru” – koc – bombardowania niemieckich miast, co spowodowało śmierć setek tysięcy cywilów (nie ma ostatecznej liczby). Śmiertelność wśród załogi lotniczej była kolosalna. Z łącznej liczby 125 000 członków załogi Bomber Command (każdy ochotnik, średnia wieku 22 lat), która latała na misjach bojowych, 55 573 zginęło. Ale po 1945 roku wątpliwa etyka bombardowań obszarowych i wysoka liczba ofiar wśród ludności cywilnej stały się źródłem oficjalnego niepokoju, a weterani Bomber Command nigdy nie otrzymali uznania, na jakie zasługują.

Nie wybito żadnego medalu kampanii, nie wzniesiono żadnego narodowego pomnika dla tych 55 573, dopóki nie minęło prawie całe życie, a większość weteranów już zginęła (Bomber Command Memorial w Green Park w centrum Londynu został odsłonięty przez królową w 2012 roku, został zbudowany za fundusze podnoszone przez opinię publiczną).

Kontrowersje ponownie wybuchły niedawno, gdy kanadyjski pisarz Malcolm Gladwell opisał Sir Arthura „Bombera” Harrisa, szefa Bomber Command w czasie wojny, jako „psychopatę” w swojej nowej książce The Bomber Mafia. Harris jest zaciekle broniony przez weteranów, podczas gdy historycy tacy jak Richard Overy, czołowy autorytet w dziedzinie strategii bombardowań wojennych, używają bardziej wyważonego języka niż Gladwell, aby dojść do własnych krytycznych wniosków na temat człowieka, który miał ostrzeżenie dla nazistów: „Oni zasiał wiatr, a teraz będą zbierać trąbę powietrzną.” Ale gdzie to się dzieje z działaniami i reputacją ludzi, którzy zrealizowali zarządzenie Ministerstwa Lotnictwa, by zniszczyć „morale” narodu niemieckiego?

„Opowiadamy naszą historię bez agendy i opowiadamy ją oczami facetów, którzy tam byli, nie mamy ekspertów w naszym filmie”, mówi Fairhead, Lancasterwspółreżyserem. Jako niezależnym twórcom filmowym Fairhead i Palmer nie są obcy przeszkodom i frustracjom, i rzeczywiście, z powodu pandemii koronawirusa, wciąż szukają funduszy na ukończenie filmu ku ich zadowoleniu. Ale kiedy rozpoczęli projekt w 2018 roku, ich głównym wrogiem był czas – najmłodszy z ocalałych weteranów miał 95 lat.

„Cudem udało się przeprowadzić wszystkie wywiady poza jednym przed Covidem” – mówi Fairhead. Patrzysz teraz wstecz i myślisz, jak blisko było? Ponieważ nigdy nie bylibyśmy w stanie ich zobaczyć [podczas blokady]. Przegraliśmy już 14.’

Filmowcy podróżowali w górę iw dół kraju – od Portsmouth po Edynburg – z niezbędnym elementem wyposażenia z tyłu samochodu: pionowym krzesłem. „Staramy się nie budować wszystkiego” – mówi Palmer. „Mówią: „No cóż, w co mam się ubrać? Mam założyć garnitur? Mam nosić moje medale? Nie. Noś co chcesz. Jedyne, czego nie lubimy, to siedzenie na wielkiej, dużej wygodnej sofie, ponieważ po prostu dryfują i wyglądają na bardzo wrażliwych. Więc dla pewności bierzemy własne krzesło. To tylko rozmowa”.

Całość tych rozmów jest archiwum prawie 100 godzin osobistych zeznań, w których weterani opowiadają swoje historie po raz ostatni – a w niektórych przypadkach po raz pierwszy. Podczas gdy wspomnienia z czasów wojny są doskonalone w opowiadaniu i powtarzaniu, Lancaster wywiady są często zaskakujące szczerością. „Sposób, w jaki weterani opowiadają swoją historię, jest inny ze względu na ich wiek” – uważa Palmer. „Gdybyś przeprowadził z nimi wywiad, gdy mieli 75 lat, byliby bardziej rzeczowi. Ale w wieku 98, 99 lat w ich pamięci jest o wiele więcej emocji”. Chwilami wydaje się, że ci mężczyźni tracą głowę na innych, jakby konfrontowali się z niewygodną prawdą.

Wśród najbardziej pamiętnych rozmówców są Rusty Waughman i George Dunn, którzy zgodzili się porozmawiać z The Telegraph. Są to niezłomne postacie – Waughman pełen humoru, Dunn ujmująco prostolinijny – i obaj nadal żyją w dużej mierze niezależnie: Waughman w Kenilworth w hrabstwie Warwickshire, a Dunn w tym samym bungalowie w Saltdean, niedaleko Brighton, w którym mieszka od 50 lat.

Waughman leciał ze 101, eskadrą „do zadań specjalnych”, która przewoziła tajny sprzęt do zagłuszania sygnałów radiowych wroga. To sprawiło, że byli szczególnie podatni na atak, a 101 poniosło więcej strat niż jakakolwiek inna eskadra – do 60 procent na krótki okres w kwietniu 1944 r., mówi. „Adrenalina kiedyś szaleńczo pompowała. Kiedy przyzwyczaiłeś się do latania, po czwartej lub piątej operacji, nie spodziewałeś się, że przeżyjesz. Nasze straty były takie, że ludzie po prostu znikali. Nie widzieliśmy ciał, widzieliśmy tylko puste łóżka”.

Dunn, który spędził cywilne życie pracując dla firmy przeprowadzkowej Pickfords, latem 1943 r. brał udział w nalotach w Hamburgu, znanych jako Operacja Gomorrah, w których zginęło od 34 000 do 40 000 cywilów, oraz podczas nalotu na tajną stację badawczą w Peenemünde , gdzie testowano rakiety V2, w których zginęło 40 bombowców, a 500 zniewolonych robotników z pobliskiego obozu pracy zginęło. Przypomniał sobie, że czuł raczej lęk niż jawny strach. „Byliśmy młodymi mężczyznami. Miałem tylko 19 lat. Po prostu to zaakceptowałeś. Nie mieliśmy pojęcia, jak to będzie.

Co najważniejsze, nie mierzyli się sami z niepewnością. Po wejściu załogi w ciasnym kadłubie wydarzyło się coś przemieniającego: połączyli się w jeden organizm, a ich świat skurczył się do tej rzeczywistości. Jak powiedział historyk Richard Overy: „Ich moralnymi punktami odniesienia byli ich bezpośredni towarzysze na pokładzie i inni lotnicy wokół nich, a nie wszystko, co mogło się niewidocznie dziać na ziemi”.

Ta więź zaczęła się od „zakręcenia się”, procesu, który jeden z rozmówców filmowych porównuje do skeczu Monty Pythona. Świeżo wyszkolony personel, w większości obcy sobie nawzajem, umieszczono w hangarze i powiedziano mu, żeby nie wychodził, dopóki nie uformują się w załogi. Dunn uchwycił chaotyczną naturę tego: „Wszyscy kręciliśmy się i rozmawialiśmy, a ten facet podszedł i spojrzał na mnie. „Och, cześć”, powiedział, „Widzę, że jesteś pilotem”. Powiedziałem: „Tak”. Powiedział: „Czy masz już załogę?” Powiedziałem nie." „Cóż”, powiedział, „jestem celownikiem bombowym. Szukam pilota.” Powiedziałem: „Cóż, w porządku, odejdziemy stąd, dobrze?”.

Jakoś to zadziałało. Każda załoga w końcu myślała, że ​​jest najlepsza, a jednostki rzadko zawiodły kolektyw. Ale na wypadek, gdyby strach zwyciężył, RAF miał środek odstraszający w postaci oznaczenia znanego jako „LMF” – brak włókna moralnego. W rzeczywistości oznaczało to, że jesteś tchórzem, jeśli odmawiasz latania.

„Tylko dlatego, że wpadłeś w panikę i strach, i nie mogłeś operować z powodu swojego zdrowia psychicznego, zrobili ci LMF, co wcale nie jest w porządku” – mówi Waughman. Sam był tym straszony po przerwaniu misji z powodu wadliwego sprzętu. Innym razem, jego inżynier pokładowy nalegał na wykonanie siedmiogodzinnej operacji pomimo „przelotów”, na wypadek gdyby otrzymał przerażające oznaczenie LMF. „Wysypki to było coś” – zauważa sucho Waughman.

To mogłoby działać w drugą stronę. Dunn został uznany za zbyt odważnego podczas jednego z nalotów w Hamburgu, po tym, jak próbował przelecieć przez poważną burzę z wyładowaniami elektrycznymi, która zamroziła skrzydła i znokautowała wskaźnik prędkości lotu. W końcu musiał zawrócić, ale nie przed przeżyciem kilku przerażających chwil. „Następnego ranka wezwano mnie do biura dowódcy lotu i poddano mnie dość surowemu przebraniu. W jego słowach „za narażenie życia załogi i cennego samolotu”. Więc co robisz?'

Dunn, który podobnie jak Waughman został odznaczony DFC i Legią Honorową, ukończył trasę 30 nalotów bombowych zaledwie dwa tygodnie po swoich 21. urodzinach. „Ludzie pytają mnie teraz: „Jak u licha mogłeś latać czterosilnikowym samolotem w tym wieku?” Po prostu to zrobiliśmy”. Nie ma wątpliwości, że kampania bombardowania była usprawiedliwiona w kontekście „wojny totalnej” przeciwko takiemu wrogowi. „Widząc, co wydarzyło się w Londynie, Coventry i tak dalej – nie myśleliśmy o tym jako o zemście, ale oni tam są i po prostu muszą to zaakceptować” – mówi. „Nie mogłeś pozwolić, by to zaciemniło twój osąd”.

Waughman dopiero wiele lat po wojnie uświadomił mu ogrom tego, co się wydarzyło. W 1999 roku został zaproszony do Berlina na obchody 50. rocznicy berlińskiego transportu powietrznego, w którym brał udział (poprzednio latał w nalotach bombowych na miasto). Podczas wycieczki po mieście pokazano mu budynek, w którym podczas nalotu aliantów zginęły setki dzieci. „Nagle zdajesz sobie sprawę: mogłem to zrobić” – mówi. Myślisz, że w dzisiejszych czasach ilu ludzi zabiłem?

On i Dunn mówią gorzko o Churchillu „i wszystkich tak zwanych politykach”, którzy po wojnie uznali za politycznie celowe odrzucenie tego, o co poproszono załogi lotnicze. Weterani krążyli wokół wozów wokół własnych czynów i reputacji, a Sir Arthur Harris, człowiek, który noc po nocy wysyłał ich w ciemne i niebezpieczne niebo, znajduje się wewnątrz tego kręgu. Ale w tym czasie nie był powszechnie popularny w RAF. Jego drugim pseudonimem, oprócz „Bomber”, był „Butch” lub „Butcher”, uważany za odniesienie do ciężkich strat poniesionych przez załogi lotnicze.

Chociaż weterani nie znosiliby być ofiarami, należy stwierdzić, że tak było. Oprócz wysokiego wskaźnika wyniszczenia i traktowania ich po wojnie, wprowadzono ich w błąd co do polityki bombardowań na obszarze. Rozmówcy w filmie przypominają, że odprawy przed operacją zawsze podkreślały wojskowy lub ekonomiczny charakter celów i pomijały zamierzoną utratę życia cywilnego. Wbrew życzeniom Harrisa szerszy obraz został przed nimi osłonięty, tak jak przed wojną brytyjską opinią publiczną. Niemniej jednak, mówi Dunn, nie byli tak naiwni, by sądzić, że cywile nie zostaną zabici: „Spójrzmy prawdzie w oczy, weźmy na przykład Essen, Krupp działa – jeśli masz duże fabryki, masz ludzi do pracy w nich. A ci ludzie będą mieszkać w pobliżu.

Największa utrata życia cywilnego w ciągu jednej nocy miała miejsce w Dreźnie w dniach 13-14 lutego 1945 r., kiedy zginęło 25 tys. Był to najbardziej kontrowersyjny najazd wojny bombowej na Niemcy i do dziś Drezno jest synonimem wątpliwej moralności tej strategii. Co znamienne, Churchill pominął wszystkie wzmianki o tym w swojej historii drugiej wojny światowej.

Tej nocy z odległości 50 mil, jak burza ogniowa zmieniła niebo nad miastem na czerwień, uczennica Ursula Van Dam. Teraz 92 lata, po wojnie wyszła za Anglika i prowadziła zakład fryzjerski w Hull. Jej rodzinne miasto Chemnitz również zostało zbombardowane przez RAF, jak opisuje w filmie i rozmowie FaceTime ze swojego bungalowu w Cambridge.

„W lesie była restauracja, coś w rodzaju chaty” – mówi. „Powiedzieliśmy: „Wejdziemy tam, do piwnicy. Kto zrzuciłby bombę na las?”. Bomba wylądowała w pobliżu piwnicy i wysadziła drzwi. „Drzwi spadły do ​​piwnicy, w której leżałyśmy. Było tak blisko. Myśleliśmy, że to mamy”. Dla Van Dam i jej rodziny, która była w połowie Holendrką, przerażenie było widoczne, ale owinięte w nadzieję. „Byliśmy zadowoleni [z nalotów], ponieważ oznaczały początek końca”. O straszliwej utracie życia cywilnego w Niemczech mówi po prostu: „To była wina Hitlera. Był potworem.

Rusty Waughman opuścił RAF w 1952 roku po tym, jak jego pierwsza żona zachorowała na śmiertelną chorobę – tragedię, którą bez ironii określa jako „szczęśliwą”, ponieważ trauma utraty żony wymazała jego wspomnienia z wojny. Jednak z nim tego nie zrobiono. Cierpiał na perforowane owrzodzenia „przez wiele, wiele lat”, które służby medyczne potwierdziły, że były związane z jego wojennymi przeżyciami. W jego codziennym życiu wciąż narasta niepokój: „Powinienem to robić. Czy mam na to czas? Wychodzenie na zakupy było śmieszne: czy będzie miejsce parkingowe, kiedy tam dotrę? Pozostawia blizny”.

Wspomnienie, które naprawdę go prześladuje, to nalot na Essen, kiedy „flak i bojownicy byli masowi”, a on przeżył coś, co dziś można by nazwać atakiem paniki. „To było jak wbijanie igieł w głowę. Kolana mi się trzęsły. Nie widziałem dobrze". Opuścił swoje siedzenie, aby nie mógł już być świadkiem horroru rozwijającego się na niebie, i wyrecytował modlitwę, o której ledwo myślał, odkąd miał sześć lat: „Teraz kładę się spać, modlę się, Panie, zachowaj moją duszę... To załatwiło sprawę. „Nigdy więcej nie miałem takiego strachu ani przerażenia”.

Ale strach tak naprawdę nie zniknął. Stało się częścią tego, kim jest. Częścią tego, kim oni wszyscy są. „Kiedy kładę się spać w nocy – to się stanie tej nocy – jak tylko wepchnę głowę na poduszkę, widzę pękające płatki” – mówi. „To trwa tylko kilka minut. Wiem co to jest. Nie przeszkadza mi to.

Do zobaczenia na ekranie: weterani w Lancaster

Wendy Carter | WAAF | Operator teledruku

„Byłem zdruzgotany, więc tak zdruzgotany, że nie byłem w stanie powiedzieć: „Żegnaj kochanie, niech Bóg błogosławi”. Więc to była prawie moja wina. Ale to była wojna.

Wendy Carter, której wnuczka jest pilotem RAF, dorastała w St Albans i dołączyła do WAAF (Women’s Auxiliary Air Force) w wieku 17½ lat. Po przeszkoleniu jako operator dalekopisu została wysłana do RAF Upwood, gdzie zakochała się w młodym pilocie Lancastera, Bruce Smeaton. Zaginął podczas nalotu na Berlin w 1944 r. – tragedia, która wciąż ją dręczy.

Neil Flanigan | RAF | Monter przyrządów

„W czasie wojny akceptuje się pewne rzeczy, których nie akceptuje się w życiu i o których nie myślisz… To smutne, bardzo poruszające mówić o tych rzeczach”.

Neil Flanigan był 39. człowiekiem z Jamajki, który zgłosił się na ochotnika do RAF. Był człowiekiem, na którym załoga lotnicza polegała bardziej niż na kimkolwiek innym – monterem przyrządów odpowiedzialnym za konserwację przyrządów latających i celowników bombowych. Po wojnie został odznaczony MBE za pracę społeczną.

Jack Ciemny | RAF | Nawigator/celownik bombowy

„To było naprawdę nie z tego świata, widząc wszystkie nadlatujące przeciwlotnictwo, flary i pożary na ziemi. Nie sądzę, żebym kiedyś myślał o tym, co się tam działo.

Urodzony w Horsham Jack Dark dołączył do RAF w 1942 roku w wieku 18 lat. Szkolił się jako nawigator/celownik bombowy, a później obsługiwał radar lotniczy o nazwie H2S. Był na niesławnym nalocie na Drezno. Po wojnie wrócił do Rady Horsham, gdzie pracował do emerytury.

Jack Watson | RAF | Inżynier pokładowy, eskadra „drogowskazów”

„Moja żona powiedziała mi: „Nic mi o tym nie mówiłeś. Nie wiedziałem o tym. Powiedziałem: „Cóż, nie rozmawialiśmy o tym”.

Jack Watson dorastał w Guildford i służył jako inżynier lotnictwa w specjalnej eskadrze „Pathfinder”. Przeleciał 77 operacji, w tym nalot na Norymbergę w marcu 1944 r., podczas którego zestrzelono 96 samolotów, najwyższy wskaźnik strat w czasie wojny. Po wojnie został drukarzem.

Lancaster zaplanowano na limitowaną premierę kinową na początku 2022 roku i zostanie pokazany na kanale Sky Documentaries


Historia na 30 000 stóp: Malcolm Gladwell “The Bomber Mafia”

Amerykański bombowiec nad Osaką w 1945 roku. Źródło: Wikimedia Commons.

Zaledwie miesiąc przed atakiem Cesarskiej Armii Japonii na Nanjing (Nanking), gdzie w niesławnej masakrze w 1937 roku zginęła duża liczba niewalczących, japoński kapral Hamazaki Tomizō napisał w swoim wojennym dzienniku: „Spójrz na ziemię i morze, Czang Kaj-szeku, nie znałeś determinacji Armii Cesarskiej i rzuciłeś nam wyzwanie! Teraz zbliżamy się do twojej szyi…” W miesiącach poprzedzających szturm na chińską stolicę japońscy żołnierze pogrążyli się w słusznym gniewie na swoich wrogów. Dlaczego się nie poddali? Cesarz nakazał japońskim wojskom „zadanie wielkiego ciosu” chińskiemu reżimowi nacjonalistycznemu w Nanjing, a żołnierze powszechnie wierzyli, że mogą złamać morale Chińczyków w szeroko zakrojonej kampanii terroru, przyspieszając w ten sposób koniec wojny i ratowanie życia Japończyków. Chiński rząd nacjonalistyczny nigdy się nie poddał, nawet po ośmiu długich latach brutalizacji i okupacji. Podobieństwa między japońską wojną imperialistyczną w Chinach a uzasadnieniami i podejmowaniem decyzji opisanymi w pracy Malcolma Gladwella Mafia bombowców są niepokojące.

Argument Gladwella jest równie prosty, co frustrujący. Twierdzi, że podczas wojny dowództwo bombowców Stanów Zjednoczonych stanęło przed wyborem między precyzyjnym bombardowaniem a masowym terrorystycznym bombardowaniem. Aby udramatyzować ten konflikt, ogranicza wzrok wyłącznie do generała Haywooda Hansella i jego rówieśników (tzw. „mafii bombowców”), którzy opowiadali się za precyzją, oraz Curtisa Le Maya, który popierał masowe bombardowania. LeMay zastąpił Hansella i nadzorował kampanię bombową, która spaliła ogromne obszary miejskiej Japonii, aby złamać morale Japończyków i zmusić ich do poddania się. Nawet „trudny wybór” celowego zabijania cywilów był podobno najlepszy, ponieważ skrócił wojnę i „przywrócił wszystkich – Amerykanów i Japończyków – z powrotem do pokoju i dobrobytu tak szybko, jak to możliwe”. Książka Gladwella to historia napisana z wysokości 30 000 stóp i mil od przemocy. Fascynują go lotnicy amerykańscy i ich dążenie do udoskonalenia technologii bombardowania w celu wygrania wojny dzięki niekonwencjonalnemu myśleniu i determinacji. To, co stało się z ofiarami „najdłuższej nocy II wojny światowej”, nie ma dla Gladwella większego znaczenia.

Książka Gladwella jest mitem, który Amerykanie opowiadali sobie o złożonej i głęboko problematycznej historii. Nawet długoletni żołnierze często kwestionowali wartość taktyki wojennej lub samej wojny. Jak napisał w swoim dzienniku generał porucznik Sasaki Tōichi, który dowodził pułkiem w Nanjing podczas masakry: „O co walczymy? Jaki jest sens? Czy ktokolwiek naprawdę może wygrać wojnę?” Twórcy mitów rzadko angażują się w poważne przesłuchanie założeń kryjących się za wygodnymi historiami. Książka Gladwella przywołuje argument tak stary jak sama energia powietrzna, stwierdzając, że zabijając bezbronnych ludzi, możemy szybko zakończyć konflikt. W efekcie jednak ogólnie nie ratujemy życia, ale nasze własne życie. W każdym razie, słuchając celów alianckiej wojny powietrznej, możemy zobaczyć, że to twierdzenie nie jest proste i ostatecznie może być niemoralne. Ale ignorowanie skutków cywili nie jest problemem wyjątkowym dla książki Gladwella, ponieważ dotyka historyków, których wszyscy czytamy o historii II wojny światowej.

Bombardowania powietrzne były przez długi czas uważane za formę wojny psychologicznej. Lotnicy ze wszystkich wojujących narodów naprawdę wierzyli w wartość teorii szoku (a lotnicy, jak pokazują bombardowania „szok i podziw” od Bagdadu do Gazy, nadal to robią). Jeszcze przed II wojną światową mocarstwa kolonialne na całym świecie, w tym Japończycy, prowadziły z powietrza kampanie terroru przeciwko zarówno „tubylcom”, jak i innym Europejczykom. Zwolennicy sił powietrznych upierali się, że poddanie ludności cywilnej działaniu przytłaczającej siły ognia może spowodować upadek podobny do tego w Niemczech w 1919 roku. Zarówno niemieccy psychiatrzy, jak i teoretycy wojny powietrznej w okresie międzywojennym tak powiązali wstrząs pocisków z I wojny światowej z kapitulacją Niemiec. Bombardowanie robotnika, jak zauważył Sheldon Garon, teoretycznie miało go zradykalizować i obrócić przeciwko rządowi. W ten sposób siły powietrzne byłyby skierowane na biedne i miejskie dzielnice, zabijając tych, którzy nie mogli się ewakuować, z nadzieją na wywołanie rewolucji. Jak pokazał Richard Overy w Wojna bombowaJednak proces bombardowania obszarów podczas II wojny światowej był stopniowy i zakorzeniony w doświadczeniach Królewskich Sił Powietrznych, sojusznika Ameryki i głównego rozmówcy w strategii powietrznej.

Jak wskazuje Gladwell, próba złamania woli wroga przez masowe zabijanie została naprawdę wystawiona na próbę podczas II wojny światowej i wielu chciało „udowodnić”, że to działa, od amerykańskich strategów po nazistowskich lekarzy. W rozmowie z Liderem Zdrowia III Rzeszy (Reichsgesundheitsfuehrer) Leonardo Conti, amerykańscy ankieterzy określili kampanię bombową jako „wojnę nerwic wegetatywnych”. Conti zgodził się. Dodał, że „to był największy wpływ wojny powietrznej na ludzi. Wzrost wszystkich tych stanów neurogennych jest największym i najbardziej wyniszczającym efektem. Stworzył niewidzialnego wroga pośród nas. Wróg, który podkopał każdy indywidualny wysiłek w kierunku wojny totalnej”. Japoński psychiatra, cytowany w powojennym raporcie, opisał sytuację podobną do niemieckiej: „[ludzie] stracili kontrolę nad rzeczywistością i w wielu przypadkach stali się dość apatyczni. Byli oszołomieni i to uczucie trwa do dziś”. Logika głosiła, że ​​ludzie psychicznie zniszczeni nie potrafią walczyć, nie pokazują się do pracy, emanują niepokojem i nieszczęściem, obniżając tym samym morale. I właśnie ten wynik był tym, na co liczyły floty bombowców z II wojny światowej: forma wojny psychologicznej za pomocą napalmu.

rodzina opuszcza Tokio po nalocie, 1945. Źródło: Asahi News.

Wpływ bombardowań staje się jednak coraz bardziej niejasny, im bliżej przyglądamy się cywilnym doświadczeniom, i być może dlatego twórcy mitów wojny bombardowania rzadko chcą się z nimi angażować. Centralnym podejściem książki Gladwella jest przedstawienie historii bombardowań lotniczych jako splotu decyzji podjętych przez amerykańskich oficerów sztabowych o dobrych intencjach, wynalazców i innych „obsesyjnych” dziwaków. Jest jednak świadomy, że amerykańskie siły zbrojne już testowały napalm na modelowych japońskich domach na długo przed domniemanym punktem zwrotnym, w którym Curtis LeMay kieruje amerykański atak powietrzny w kierunku „opróżniania robotników”. Co więcej, dlaczego amerykański rząd i środki masowego przekazu, jak przekonywał John W. Dower, Wojna bez Miłosierdzia, poświęcić tyle wysiłku na odczłowieczanie Japończyków, jeśli celem spalenia ich miast było „ratowanie życia”? Gladwell od czasu do czasu zwraca uwagę na ten problem w swojej książce, omawiając na przykład odrazę pilotów bombowców do zapachu palącego się ludzkiego ciała podczas przelotu nisko nad miastami docelowymi – ale są to efemeryczne obawy w książce, w której skupiono się na geniuszu dowództwa bombowców. Inni historycy zagłębią się w chwasty, dlaczego niektóre argumenty Gladwella na temat „mafii bombowej” są w rzeczywistości błędne. To, co chcemy podkreślić, to to, co tracimy, kiedy argumentujemy historię z góry, uwięzioną w czymś w rodzaju klosza strategicznej debaty, aby omówić wojnę, która ostatecznie była wymierzona w tych poniżej.

Po pierwsze, słuchając ocalałych dowiadujemy się, że ofiary nalotów znalazły się w śmiertelnym cyklu narastającego gniewu i przemocy. Naloty nie ujarzmiły Japończyków (chyba że nie żyją). Ishikawa Chieko, studentka wcielona do korpusu robotniczego fabryki wojskowej, zaangażowała się w wysiłek wojenny, gdy amerykańskie bombowce zaatakowały jej rodzinne miasto Chiba:

Wysiedliśmy na stacji Soga o 9:05 przy głównym wejściu. Wszystkie pracownice ustawiły się w kolejce, aby nas powitać. Nawiasem mówiąc, pewnego dnia nadleciała grupa B-29 w chwili, gdy wyruszaliśmy na paradę. Zbudujemy samoloty, aby przybić te drani B-29.

Amerykańscy przywódcy wojskowi musieli mieć jakieś pojęcie o tym, że atakowanie ludności cywilnej wywołało oburzenie, ponieważ niemieckie bombardowania terrorystyczne już wywołały chęć odwetu w całej Wielkiej Brytanii. Dziennikarz wojenny z Birmingham, Bertram Elwood, napisał:

[Mam] pełną wiedzę o tym, co oznacza bombardowanie. Wiem, jaka to okropna, brudna broń. … Podnosiłem ciała i kawałki ciał, podczas gdy bomby wciąż spadają. Widziałem małe dzieci ułożone w rzędzie, ich twarze tępo zwrócone do zimnego światła księżyca lub przytulające się do siebie, nieme po śmierci. Widziałem wszystkie te rzeczy i nadal mówię – bombardować Niemcy bombardować ich mocno bombardować ich bezkrytycznie. Mówię to nie z nienawiści czy zemsty, ale dlatego, że myślę, że pomoże to skrócić wojnę.

Oddziaływanie ataków powietrznych nie miało więc koniecznie na celu skrócenia wojny i ratowania życia, ale w wielu przypadkach zwiększenie chęci zabijania innych ludzi.

Po drugie, eliminując głosy tych, którzy doświadczyli nalotów, tracimy z oczu, jak straszna była naprawdę „dobra wojna”. W książce Gladwella wydawał się najbardziej nietypowy w Tokyo Air Raid Museum, gdzie nie zajmował się ani jedną relacją ocalałego, którą wydawał się zagubiony w tłumaczeniu, zastanawiając się, dlaczego w Japonii nie ma odpowiednika Brytyjskiego Imperialnego Muzeum Wojny. W konsekwencji, podobnie jak wielu zagranicznych obserwatorów, Gladwell myli się, zakładając, że w Japonii nie ma kultury pamięci o wojnie. W rzeczywistości Japończycy masowo publikowali pamiętniki z czasów wojny, a później pamiętniki opisujące, jak straszliwe były straty wojenne – i pisali o wiele więcej i więcej niż w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Jak wielu, którzy ucierpieli z rąk strategów powietrznych, których Gladwell uważa za tak urzekających, Mochizuki Masako, 36-letnia gospodyni domowa w tokijskim oddziale Honjō, napisała, jak musiała zlokalizować swoich krewnych wśród zmarłych:

Armia układała ciała jeden po drugim na skrzyni ciężarówki. I looked at each corpse’s face as I walked by and—at the very bottom—there was my sister and [my niece] Noriko … My sister had kneeled down and put her left hand over Noriko’s face, which was turned up to the sky, and had wrapped her right hand around the girl’s back, leaving the two locked in an embrace. For some reason, their hair was not burned their hairstyles, gold fillings, and kimono inside their thighs were all fine … the flesh inside their thighs was still pink … We could only hold each other and say, “Why, why, why did this happen to them?” and then fall silent, crying, unable to leave them.

In Gladwell’s restricted story of the bombing war as a tale of disruptors and eccentrics, the consequences of their actions are blithely dismissed, whether it is intentional or not. Japanese citizens struggled with the fact that the techniques and technologies of war had changed, turning cities into nightmarish landscapes, as recorded by Yoshida Takeshi, who had been a 6 th grade schoolboy at the time:

The bodies I saw [in one neighbourhood] were not burned. The clothes had been blown off by wind from the bombs, but their skin had not been burned. I thought they looked like dolls. In [another neighbourhood], the corpses were totally black. They didn’t look like people—more like figures sculpted from ash. The internal organs, however, came bursting from inside the ash raw and bloody.

The firebombing was so extensive that urban residents saw rats scrambling over the power lines on the streets, and other refugees’ trouser legs were black with clinging insects escaping the heat. Streets melted and bricks burned. After watching the northern city of Aomori being totally destroyed in a single attack, Narita Kazuko remembered the “horrible smell [of corpses] that came down to Namioka town [15 miles away], and the disgust I can feel even to this day.” Again, this was not just a Japanese experience: in Coventry, one survivor recalled that the entire city smelled of Corrider lime: “It was evidently some form of disinfectant,” he wrote, “because of the deaths and the rats.” If we force ourselves to confront the reality of an air war on the ground, Gladwell’s obsessives are less like Silicon Valley entrepreneurs, and bear a more uncomfortable resemblance to some of the worst war criminals of the twentieth century.

Third, willful ignorance about the impact on civilians reinforces the view that their stories are irrelevant to the history of WWII, which exacerbates the marginalization of bombing victims. For years after the war, many families refused to speak about their losses, which permitted the proliferation of histories about the war in which victims were merely background noise. But the problem of survivor silence may be even more acute in countries like Britain, where the celebration of the “Blitz spirit” by writers like Gladwell have unwittingly contributed to a veil of silence around wartime suffering. Patricia Bovill, who was only six years old during the November 1940 Hull blitz, remembered being buried alive, rescued, and then vomiting over her pyjamas in the hospital, while her parents were killed instantly in the air raid. Even more painful, however, was her grandparents’ refusal to help her know her parents. “I would like my children to know more about their grandparents,” she wrote after the war, “but my grandparents were devastated by it and couldn’t bring themselves to talk about it.” Like many others through the years, Gladwell finds himself besotted with what Angus Calder called the “myth of the Blitz,” in which the British people faced bombing with steely fortitude—and here writers almost invariably confuse “Britain” with the wartime government’s propaganda about London. Another unintended consequence of marginalizing survivors’ voices is that we throw away the most important lessons learned during WWII. Yamaki Mikiko, as a young woman, saw off pilots to almost certain demise in the Philippines and Okinawa. Like many survivors, Mikiko came to see their complicity in the war’s brutality, and the inevitable end toward which the myth-makers and propagandists were leading us: “War is death. There is no such thing as a ‘valuable death’, a ‘pointless death’, an enemy’s death, or an ally’s death. War is simply murder, for some reason or another.”

In an effort to counter the terrifying effects of bombing, the Germans, Japanese, and the British all made extraordinary efforts to evacuate and shelter bombed populations. The Gestapo, the Kenpeitai, and British domestic intelligence constantly monitored civilian morale. Civil Defense officials in all countries expected massive numbers of psychiatric casualties and much civil unrest. In 1938, British experts predicted an “aerial holocaust, [which] it was assumed would not only kill civilians it would also send them mad.” Japan was no exception. Following the 1924 Kanto earthquake, Japanese military authorities dreaded and planned for such a collapse, though they convinced themselves that superior Japanese “spirit” would prevent “Western diseases” like war neurosis. Gladwell noted such fears but dismissed them out of hand, writing that the hospitals stayed empty. The reason for British psychiatric hospitals’ low admission rates had more to do with them being staffed by older WWI doctors who had little patience for “histrionics”. Gladwell nevertheless puts more faith in wartime British propaganda films and myths about the “Blitz spirit” than historical accounts. This dismissal is more than just a sleight of hand. Gladwell ignores the enormous suffering wrought by the bombs and opts instead for a triumphalist view, where the post-war’s peace and prosperity was a happy outcome of area bombing.

As soon as Japan surrendered, US survey teams belonging to the United States Strategic Bombing Survey (USSBS), fanned out in jeeps across the devastated country to “prove” that their bombing campaign saved lives by killing civilians. Walking in pairs or alone, armed often only with a pen and a clipboard, they went among the ruins and, using bilingual forms, asked people about their experience of being bombed. This surreal scene encapsulates much of the hubris and folly of the bombing campaign and its aftermath. Brazenly walking about asking bombing victims how they felt about the experience resembled a strange kind of customer satisfaction survey. The USSBS morale surveys were part of a larger effort to evaluate the impact of the fire raids and atomic bombings on the ground. The teams included engineers, medical doctors and other specialists, but by far, the largest contingent that was sent to Japan was the morale unit. The evaluation of enemy morale was supposed to be a part of a science-based assessment of one of the more amorphous and deadly ideas that drove total war in the 20 th century: that bombs from the air could break the enemy’s “will to fight.”

Destroying wills meant destroying minds. One psychologist noted that “the people of the bombed areas are highly sensitive to all flashes of light and all types of sounds. Such a condition may be said to be a manifestation of the most primitive form of fear. To give instances: they are frightened by noises from radio, the whistle of trains, the roar of our own planes, the sparks from trolleys, etc.” Another wrote, approvingly, “Whenever a plane was seen after that, people would rush into their shelters. They went in and out so much they did not have time to eat. They were so nervous they could not work.” When speaking to post-war American surveyors, Japanese citizens did not articulate any hatred for their former enemies, but they also expressed little surprise about the price of American air strategy. One survivor told an interviewer, noting his lack of shock at American conduct, “I had heard that Americans were brutal because they took lunches to view lynching at which whites poured gasoline over Negroes who had attacked white women.” In one of the USSBS interviews, a survivor told psychologist Alexander Leighton, “if there is such a thing as ghosts, why don’t they haunt the Americans,” to which Leighton added, “perhaps they do.”

The ghosts did haunt some Americans, but they do not seem to haunt Gladwell. This is because he did not look for them. w The Bomber Mafia, Gladwell declares that “United States and Japan probably had less contact with each other and knew less about each other than any two wartime combatants in history.” This is manifestly untrue, but it may be safe to say that Gladwell does not know Japan, and did not seem to try to be informed about the country and its historical experience of the war in any meaningful way. The Japanese have no central memorials or Imperial war museums, but neither do the Germans. The Central Memorial to the Victims of War and Dictatorship, the Berlin Neue Wache, is nothing like the spaces in Washington or London. Perhaps it is because the Japanese do not remember the war—but this is only believable to someone who is completely unaware of Japan’s peace museum culture, which is more extensive than any country in the West. In fact, the museums, archives, and records of Japan’s experience are absent because it has little to do with the meetings of generals and inventors whom Gladwell is so enamored by.

So why discuss the horrors of the air war at all? Because Gladwell really aspires his book to be about morality. He wants to show that he does care for the terrible price paid by innocent civilians, but in the book, all he manages to offer are gestures of concern. The book is really about his boyish fascination with the machines of war and the men who handle them in difficult times. To obfuscate the moral quandaries of the air war, Gladwell resurrects the questionable argument of the bombing campaign ending the war and preventing the US invasion of Japan, but the Soviet invasion of Manchuria—a much more plausible explanation for the surrender—is not mentioned. Whether the indiscriminate, systematic mass killing of non-combatants was justified in order to stop Nazism and Japanese imperialism is a debate that will never end, particularly in America. But looking away from the non-combatants whom the US armed forces killed is not a responsible way to have that debate.

It is astonishing that we can still write books about the efficacy of bombing without ever reading the accounts of those who experienced it. Perhaps we are afraid of what we will find. One does not exorcise our ghosts writing books like Gladwell’s. Gladwell does not look at the dead, and many of his readers will happy to look away with him, and celebrate the genius of the air forces, even if celebrating the genius of German or Japanese air forces is profoundly disturbing. These cognitive dissonances can only be maintained through the power of myth. On 11 November 1941, Bristol blitz survivor V.A. Maund went to the cinema to see a film called “One Night in Lisbon,” which was a pro-British US film starring Fred MacMurray. Bristol had already been burned by German firebombing, which included the destruction of her local library and other landmarks. “An American idea of a London air raid,” she wrote in her diary, “is funny to those who have experienced the real thing. May they always be able to keep their illusions.”

Aaron William Moore is the Handa Chair of Japanese-Chinese Relations at the University of Edinburgh. His book Bombing the City, examines civilian accounts of WWII air raids in Britain and Japan. Ran Zwigenberg is Associate Professor of Asian Studies and Jewish Studies at Pennsylvania State University. His book Hiroshima: The Origins of Global Memory Culture, analyzes comparatively the historical memories of the Atomic Bombings of Japan and the Holocaust.


The Bombers and the Bombed : Allied Air War Over Europe, 1940-1945

From acclaimed World War II historian Richard Overy comes this startling new history of the controversial Allied bombing war against Germany and German-occupied Europe. In the fullest account yet of the campaign and its consequences, Overy assesses not just the bombing strategies and pattern of operations, but also how the bombed communities coped with the devastation. This book presents a unique history of the bombing offensive from below as well as from above, and engages with moral questions that still resonate today.

Отзывы - Написать отзыв

Przegląd LibraryThing

This magisterial account of the bombing campaign in Europe asks two very good questions: how did liberal democracies come to bomb civilian populations and what did the bombing accomplish. Overy . Читать весь отзыв

Przegląd LibraryThing

The quality of scholarship and analysis is excellent, but you should be advised you have to plow through mountains of statistics that belonged in an appendix. Also needed major editing, the paragraphs . Читать весь отзыв


Book Review: The Bombers and the Bombed

This new history of the Allied bombing of Europe offers insights into the military and civilian leaders who planned the aerial campaign and the civilians on the ground who reeled under its impact. Richard Overy’s interest is in military, technological and ethical issues, and he gives us rich details of the Allied bombing of Nazi Germany, about which an abundance of literature is already available. But he also covers the air campaign’s effect on occupied countries such as Belgium and the Netherlands, about which little has previously been published in English. The author points out that in many cases the Allies had to bomb the very people they hoped to liberate, civilians who were usually poorly prepared and unprotected from the devastation that fell upon them.

This is a useful look at how British and American bombing strategy evolved, lessons were learned and the effort shifted gradually from military targets in 1941 to city-busting in 1945. Aviation enthusiasts may feel Overy’s book could use more detail about aircraft and, especially, more personal narratives from crew members. This is not the place to learn how a Short Stirling differs from a B-17G Flying Fortress, or what life was like for a radio operator or tail gunner churning through flak-filled skies over the Reich. The “bombers” in the title aren’t airplanes but men—the men who oversaw the air campaign. Britain’s aptly nicknamed Sir Arthur “Bomber” Harris is a recurring figure throughout the narrative, while Eighth Air Force commander Jimmy Doolittle makes only brief appearances.

Nearly all the photos in the book’s center depict bomber crews preparing to take off or bomb damage in the targeted cities. The only full-fledged airplane photo is a familiar if disturbing image of a B-24 Liberator on fire, about to go down.

This is not a beach book. Nor is it a men-and-machines history in the manner of Masters of the Air, by Donald Miller. To Overy’s credit, however, his book also is not Fire and Fury: The Allied Bombing of Germany, 1942-1945, by Randall Hansen, which overtly brands American airmen as war criminals.

The Bombers and the Bombed is a solid reference work containing a wealth of information, without being overly opinionated throughout. Still, Overy does give us his conclusion. And as many others do, he believes strategic bombing was largely ineffective and that bombing civilians proved counterproductive, while also undermining the moral position of the Western powers.

Originally published in the September 2014 issue of Historia lotnictwa. Aby się zapisać, kliknij tutaj.


THE BOMBERS AND THE BOMBED

Historians still argue over how much, if at all, strategic bombing contributed to defeating Hitler. This magisterial overview will not end the debate, but it skillfully illuminates all sides.

Demonstrating his exhaustive research, Overy (History/Univ. of Exeter 1939: Countdown to War, 2011) begins the first chapter, “Bombing Bulgaria,” with a description of a destructive campaign that undermined the pro-German government, which managed to persist until the Soviet army arrived. Few readers will ignore the lesson. Throughout World War II, British Bomber command believed that it could devastate the war-making capacities of the Nazis. Within months, losses forced a switch to nighttime bombing, which made accuracy nearly impossible. Overy delivers an insightful analysis of how all nations reversed their abhorrence of killing civilians when it became unavoidable. The British were not taking revenge for the Blitz their conversion had already occurred. The United States assumed its more heavily armed bombers (with lesser payloads) could defend themselves during the day and hit targets precisely. Both beliefs proved wrong, but America stuck to daylight bombing despite terrible losses. Both nations exaggerated the damage that their bombers caused, but good evidence exists that a major effort against Nazi oil production caused crippling shortages during 1944 and 1945. Overy provides an eye-opening and often distressing account of the bombing of Europe’s occupied nations, whose defenses were far less prepared than Germany’s. More bombs fell on France and Italy than England. “The moral response to bombing and being bombed was historically complex and sometimes surprising,” writes the author.

Readers looking for dramatic accounts of specific bombing missions should read a selection of books by British military historian Martin Middlebrook. For a far more expansive view that includes those on the receiving end, Overy is the choice.



Overy, after being educated at Caius College, Cambridge, and becoming a research fellow at Churchill College, taught history at Cambridge from 1972 to 1979, as a fellow of Queens' College and from 1976 as a university assistant lecturer. He moved to King's College London, where he became professor of modern history in 1994. He was appointed to a professorship at the University of Exeter in 2004.

In the late 1980s, Overy was involved in a historical dispute with Timothy Mason that mostly played out over the pages of Przeszłość i teraźniejszość over the reasons for the outbreak of the Second World War in 1939. Mason had contended that a "flight into war" had been imposed on Adolf Hitler by a structural economic crisis, which confronted Hitler with the choice of making difficult economic decisions or aggression. Overy argued against Mason's thesis by maintaining that though Germany was faced with economic problems in 1939, their extent cannot explain aggression against Poland, and the outbreak of war was caused by the Nazi leadership. For Overy, the problem with Mason's thesis was that it rested on assumptions that were not shown by records, information that was passed on to Hitler about Germany's economic problems. [2]

Overy argued that there was a difference between economic pressures induced by the problems of the Four Year Plan and economic motives to seize raw materials, industry and foreign reserves of neighbouring states as a way of accelerating the Four Year Plan. [3] Overy asserted that the repressive capacity of the German state as a way of dealing with domestic unhappiness was somewhat downplayed by Mason. [2] Finally, Overy argued that there is considerable evidence that Germany felt that it could master the economic problems of rearmament as one civil servant put it in January 1940, "we have already mastered so many difficulties in the past, that here too, if one or other raw material became extremely scarce, ways and means will always yet be found to get out of a fix". [4]

Overy's work on the Second World War has been praised as "highly effective [in] the ruthless dispelling of myths" (AJP Taylor), "original and important" (Nowojorski Przegląd Książek) and "at the cutting edge" (Dodatek literacki Times). [ wymagany cytat ]


Area bombing

LAURENCE REES: How should we feel about the whole question of 'area bombing' by RAF Bomber Command? That is to say the deliberate targeting of civilian areas.

RICHARD OVERY: Well, I think this is a very difficult question and there are two separate questions, of course. One is why this had happened, which is an historical question: what are the circumstances that lead them towards area bombing? And why do they continue it for as long as they do? And to those questions we need to have proper historical answers, in other words we don&rsquot throw our hands up in the air and say how terrible it all is, we say, well, let&rsquos understand what it was they thought they were doing. And I think historians have not done that enough.

LAURENCE REES: Well, Bomber Command did it because - essentially - they weren&rsquot good enough to do anything else at the time.

RICHARD OVERY: No, well, technically they faced all kinds of problems. They could have made different choices in the 1930s about what they were going to focus on and they might have produced a much more effective bomber force by the 1940s which would have been able to do what it was they said they wanted to do. They didn&rsquot produce it, of course. So we can speculate historically about what they might or might not have done. Actually passing a moral judgement on it: was it the right thing to do? This seems to me to be a rather different question it&rsquos a question that we are projecting backwards.

LAURENCE REES: Not neccessarily. Some Americans at the time saw area bombing as going out and massacring women and children. This was in comparison to their own attempts at precision bombing. So therefore there was a sense even at the time that this was not acceptable.

RICHARD OVERY: Yes, and there was a lot of critical pacifist opinion too about this. I think Churchill&rsquos post-Dresden reigning back, asking: are we beasts and so on should not be exaggerated. Churchill had supported this all the way through and knew perfectly well we were killing very large numbers of people. Why I say the moral issue is separate is not because I think that we should say that it wasn&rsquot a war crime or it was a war crime, it&rsquos just that you&rsquore asking a historian to do a different kind of thing. You&rsquore asking me to go back and make a moral judgement about this, not asking me to say why it was that they did it. Now, clearly, in moral terms it was indefensible, the whole strategy is indefensible and from the summer of 1941 they do make the decision to de-house. They call it de-housing because nobody would write a directive that says we want to kill very large numbers of Germans. Harris doesn&rsquot have that problem. He writes an airborne leaflet later in 1943 in which he says: what we&rsquore doing is killing you. He knows that what he&rsquos doing is killing large numbers of people. Of course it was de-housing workers around factories and the idea was that you were not attacking all people and de-housing everybody, you were just attacking the people in industrial cities. Harris had a list of them and he ticked them off one by one as they obliterated them.

But deliberately targeting houses and amenities which were civilian in character was clearly insupportable by any conception of international law or the rules of warfare, and Chamberlain had always made it clear right the way through to the point at which he left office in 1940 that that was unacceptable.

LAURENCE REES: Well, there is a sense in which it might be considered morally defensible. If a nation state is threatened with its own destruction, can't it be 'moral' to do whatever is necessary to preserve the nation state, because ultimately we believe our system is better than theirs?

RICHARD OVERY: Well, I don&rsquot think that is a defensible moral position and I&rsquom talking once again as a moral philosopher, I&rsquom not talking as an historian. It&rsquos clearly not defensible because although you can dress it up as the idea of total war, total war is a war between whole societies, so therefore everybody is a target. There was lots of self-serving discussion about this in the 1930s and during the war, about the nature of war having changed, but in fact the nature of war had not changed and it was quite clear from all the agreed rules for the conduct of warfare that undertaking operations which deliberately targeted women, children, non-combatants and so on was not acceptable. What you needed to do was to find a way of fighting regular warfare better. The Russians do, they bomb a hundred kilometres behind the front line. But they don&rsquot bomb German cities. Now, of course, there is a strong sense in the 1930s in Britain that all this total war rhetoric, apocalyptic literature and so on, is trying to create an atmosphere in which you do think in morally relative terms and destroying the enemy is a top priority. But there were other ways in which you could have conducted British attitudes during the war. There were other things you could have done with your air power which the British don&rsquot think about.

You could have focused much earlier on on producing high speed, high performance dive bombing aircraft with the capacity to destroy like the Mosquito, destroy very small targets. The Mosquito had lots of advantages, it could hardly be detected by radar, it could fly very high and so on, and you could have done that. You could have strengthened your conventional armed forces on land and produced a much more effective fighter bomber at a much earlier stage, and therefore not had to rely on heavy bombing because your land campaigns were so hopeless. The problem with the British is that they&rsquod been defeated in Singapore, Greece, Crete, and they were on the point of being defeated in Egypt. They&rsquod been expelled from the continent and there is, it seems to me, a moral expediency then. You say we can&rsquot do this, therefore what can we do? Well, we can bomb their cities. And since this is total war and total war is a fascist invention then we&rsquoll bomb their cities.

LAURENCE REES: But why did we end up with the ability - via bombers - to do the very thing that we were simultaneously saying was against international law and would therefore be deeply morally questionable?

RICHARD OVERY: It&rsquos a very interesting question. Why do the Americans focus on producing the B17 and Roosevelt gives it the go-ahead? Roosevelt seems to have very few scruples about bombing, he recommends it all the time. I think that these are questions we don&rsquot actually have a full answer to yet and it&rsquos one of the areas I think historians have tended to skirt round. The two democratic states, both of which had leaders, Roosevelt and Chamberlain, who took initiatives throughout the 1930s to try and outlaw bombing as a form of warfare, end up sanctioning the development of heavy bombers that can only be used for one thing attacking other people&rsquos cities. For Chamberlain, of course, the idea was that the bomber really would only attack blast furnaces, and if you had to unleash it that&rsquos what it would be doing. The B17 was also designed so that it can hit a submarine pen or whatever it is.

LAURENCE REES: But, in reality, morality in a war like this is considered something of a luxury. The truth is we would have done whatever was necessary for own preservation.

RICHARD OVERY: Tak. Well, Churchill throws his weight behind bombing. And it does seem to me he doesn&rsquot think very heavily about what it actually means to the populations on which his bombs are raining. There seems to be a strong rhetorical streak to Churchill&rsquos view of let&rsquos take it to the Germans and it&rsquos interesting that right at the end of the war after the news at Dresden and so on he begins to say: have we actually done something wrong? And it&rsquos quite extraordinary. He doesn&rsquot really think about this sufficiently. But imagine for a moment Churchill and the Chiefs of Staff sanctioning when British troops arrived at the first German city. Saying, well, now you can shoot 40,000 of the inhabitants, line them up against a wall. Shell them till they&rsquore dead. This would have been the most atrocious war crime, like the rape of Nanking and so on.

But dropping 4,000 tons of bombs from the air and incinerating 40,000 people doesn&rsquot seem to provoke the same kind of soul searching. And I think that that is, again, something historians need to answer a lot more: why was air power regarded both functionally and morally in different terms from the way in which you&rsquod expect somebody to behave at ground level?

LAURENCE REES: And what&rsquos interesting is that I know that many of the Nazi concentration camp commanders and guards - people like Hoess at Auschwitz - subsequently say things like 'I faced exactly the same decisions as a pilot dropping bombs on Hamburg'. And this is a problem for us, isn&rsquot it, to try and unpack all this?

RICHARD OVERY: That&rsquos an interesting example you use, because I was thinking of the fact that if ghettos had been bombed from the air to eliminate them, I&rsquom not confident we wouldn&rsquot think of it differently from the way we think about people being lined up, stripped and put into gas chambers. And I think we need to explore this culturally and psychologically in quite a number of different ways because people do treat attacks from the air differently from the way they treat the behaviour of people on the ground, and I think if they hadn&rsquot they would not be have been able to sanction, the British and Americans, the fire bombing of Japan or the area bombing of Germany. There&rsquos a psychological and a moral sleight of hand that goes on.

LAURENCE REES: But, of course, one essential difference between British bombing policy and the extermination of the Jews, is that what the British were trying to do with bombing was to bring the war to a swift conclusion. As soon as the Germans surrender, the bombing stops. Whereas the destruction of the Jews would not have stopped instantly if the Allies had given up. If the Nazis had won it would have gone on and on.

RICHARD OVERY: Tak. Of course it is different and I&rsquom not kind of saying it&rsquos the same as the Holocaust at all. Because the difference is not just that cities are defended but the difference is that Germany has the opportunity to say, we give up. Of course we know they&rsquore not going to give up, and as the British and the Americans know, they were not going to give up.

They can all leave the city or Hitler can put his hands up and say, alright, that&rsquos enough, but, these are not realistic options. We might say that these were options or choices that they have, but they&rsquore not very realistic options. What&rsquos more difficult to explain, perhaps in terms of bombing, is the willingness, for example, to carry on bombing Italian cities in 1943-45 and causing around about 60,000 deaths, the same as the Blitz, or French cities, causing again about 60 or 70,000 deaths.

Now, here again one might talk about more expediency, strategic necessity and so on, but you don&rsquot find much evidence, except in the French case, of Western powers losing much sleep over this, yet these are issues that you need to think very hard about. In fact, in the end Churchill and De Gaulle start trading numbers asking, you know, what will you accept? Will you accept 20,000? Will you accept 10,000? It&rsquos quite absurd: how many Frenchmen do you want us to kill? And it seems to me that they have a very blunt instrument. It&rsquos the only instrument they have and so what they want to do is to beat the enemy to death and if that means killing a lot of other people at the same time then that seems to be an unfortunate by-product. And I think as historians what we need to answer is this question of why was there so little soul searching or thinking either about the consequences of the bombing or how else we might do it?

LAURENCE REES: And why wasn&rsquot there?

RICHARD OVERY: Well, I think partly because of the mindset of total war. And I think that if you look at the planning and discussions among air officers in the 1930s there&rsquos an extraordinary change that takes place in democratic societies, and I think it&rsquos because they are democratic societies that think in terms of mass society of the people. And the people have become the target, the people are vulnerable, the people might give up. The British and Americans don&rsquot have a large or very good army and you get round this and you attack the society. The idea that society crumbles and the front line gives up. I think that that was always a delusion.

List of site sources >>>


Obejrzyj wideo: Compilation of World War II Subjects 2 (Styczeń 2022).